Zaby­tek w komórce: Łódź można zwie­dzać bez prze­wod­nika25.08.2010

Stu­denci Poli­tech­niki Łódzkiej zało­żyli firmę. Dostali unijną dota­cją i dziś swym pomy­słem pod­bi­jają Pol­skę. Takie to proste? — Oj, nie — przy­znają. Ale szybko dodają: — Niczego nie żału­jemy.

Łódź jest pierw­szym mia­stem w Euro­pie, które można zwie­dzać bez prze­wod­nika. Wystar­czy tele­fon komór­kowy. Gdy przy­ło­żymy go w odpo­wied­nie miej­sce, usły­szymy głos lek­tora opo­wia­da­ją­cego o łódzkich zabyt­kach. Tabliczki ze spe­cjal­nym foto­ko­dem, który jest odczy­ty­wany przez kamerę zain­sta­lo­waną w tele­fo­nie i auto­ma­tycz­nie prze­twa­rzany, są już na 50 kamie­ni­cach, wil­lach, pała­cach i muze­ach.

Pomy­sło­daw­cami pro­jektu są absol­wenci Poli­tech­niki Łódzkiej, któ­rzy zało­żyli firmę MobileMS. — Fotokody wyko­rzy­sty­wane są w Japo­nii, ale w Euro­pie to cią­gle nowość. W dodatku nasze roz­wią­za­nie jest nowa­tor­skie, bo infor­ma­cje o zabyt­kach będą dostępne także dla tury­stów zagra­nicz­nych — mówi Michał Ste­fań­ski, współ­au­tor pomy­słu.

Firma dostała unijne dofi­nan­so­wa­nie. Jej wnio­sek oka­zał się naj­lep­szy w woje­wódz­twie łódzkim w 2008 roku.

Dziś Mobi­leMS koń­czy dwu­letni pro­jekt. Co pod­po­wie tym, któ­rzy dopiero zaczy­nają przy­godę z unij­nymi dota­cjami?

Pomysł naro­dził się w Bar­ce­lo­nie

Zaczęło się tak: Piotr Palma, jeden z zało­ży­cieli Mobi­leMS, sie­dział w kafejce w Bar­ce­lo­nie. Do Hisz­pa­nii wyje­chał na rok. Na staż? — Nie, po pro­stu pomiesz­kać — mówi. Ponie­waż pla­no­wał powrót do Łodzi, pil­nie zwie­dzał hisz­pań­skie zabytki. I tu zauwa­żył lukę — brak dobrego opisu w róż­nych języ­kach. Cho­dze­nie z papie­ro­wym prze­wod­ni­kiem to jedno, ale łatwo dostępna cie­kawa histo­ria zabytku, na który natkniemy się po drodze… — To byłoby coś — wpada na pomysł chło­pak.

Nie­długo potem Piotr i Michał, wtedy stu­denci Poli­tech­niki Łódzkiej, wyjeż­dżają na staż do Anglii. W Coven­try poznają dzia­ła­jący przy uczelni inku­ba­tor przedsiębiorczości. — A może by w nim otwo­rzyć wła­sną firmę? — zastanawia się Michał. O mały włos nie zostaje w Anglii, ale przy­pa­dek spra­wia, że wraca do Łodzi. — Tamtejszy inku­ba­tor odwie­dzili sze­fo­wie powsta­ją­cego wtedy Tech­no­parku w Łodzi. Pomy­śla­łem, ze skoro taka insty­tu­cja two­rzy się w moim mie­ście, wrócę w rodzinne strony — wspo­mina chło­pak.

Michał zakłada firmę i lokuje ją w Tech­no­parku. Wynaj­muje 50-metrowe pomiesz­cze­nie, płaci za nie 1,5 tys. mie­sięcz­nie. Za darmo może sko­rzy­stać z porady praw­nej i księgowej. — Ale jesz­cze więk­szą war­to­ścią jest to, że w Tech­no­parku jest wiele nowo­cze­snych firm. Zawsze mamy pootwie­rane pokoje, wymie­niamy się pomy­słami, wza­jem­nie się inspi­ru­jemy — opo­wia­dają Michał i współ­pra­cu­jący z nim od początku Piotr.

Wła­sna firma nie od razu zara­bia?

Pół roku pra­cują nad foto­ko­dami. Gdy pro­dukt jest gotowy, chcą go sprze­dać mia­stu. Idą do wydziału promocji. — Trafiliśmy na moment, gdy media roz­pi­sy­wały się o tym, że w Łodzi nie działa infor­ma­cja tury­styczna — wspo­mi­nają.

Zaczęło się od stu­denta z Węgier, który w week­end chciał zwie­dzić nasze mia­sto. Nie mógł, bo nie zna­lazł nawet otwar­tego punktu, w któ­rym dostałby mapę. Nagrany przez sie­bie fil­mik zamie­ścił na YouTube. W krót­kim cza­sie obej­rzało go milion osób.

Zało­ży­ciele Mobi­leMS poka­zali swój pomysł mia­stu. Pro­jekt pre­zen­to­wany był kolej­nym urzęd­ni­kom. Po pół roku na komi­sji pro­mo­cji zapa­dła decyzja. — Korzystna dla nas — mówi Michał.

Już wcze­śniej jed­nak zaczęli się sta­rać o fun­du­sze unijne. Wystar­to­wali w kon­kur­sie pro­gramu Inno­wa­cyjna Gospo­darka (dzia­ła­nie 8.1). Ich pomysł został uznany przez Pol­ską Agen­cję Roz­woju Przed­się­bior­czo­ści za naj­lep­szy w woje­wódz­twie łódzkim. Dzięki temu mogli liczyć na dofi­nan­so­wa­nie nawet do 85 proc.

Cały pro­jekt został osza­co­wany na ponad 600 tys. zł. Mia­sto wyło­żyło 213 tys. zł (potem zresztą na tę kwotę też dostało unijną pomoc, a w jej zdo­by­ciu pomo­gło Mobi­leMS). Róż­nicę finan­suje Unia Euro­pej­ska. Na co daje pie­nią­dze? Na zakupu sprzętu i opro­gra­mo­wa­nia, na wyna­gro­dze­nia, ale też na pro­mo­cję pro­jektu.

Przy­goda z fun­du­szami

O tym, że z Unii można dostać duże pie­nią­dze, sły­szeli od wielu osób. Ale trzy lata temu mało kto wie­dział, jak się za pozy­ski­wa­nie dota­cji zabrać. — Dowiedziałem się, że na Uni­wer­sy­te­cie Łódzkiem będzie szko­le­nie dla firm, które chcą zdo­by­wać dofi­nan­so­wa­nia pro­jek­tów — opo­wiada Michał. Po warsz­ta­tach wie­dział już dużo wię­cej. Przede wszyst­kim, od czego zacząć.

Pro­wa­dzący szkol­nie opo­wia­dali o Regio­nal­nym Pro­gra­mie Ope­ra­cyj­nym oraz roli Pol­skiej Agen­cji Roz­woju Przed­się­bior­czo­ści. Podali adresy stron inter­ne­to­wych, które są obszer­nym źródłem wie­dzy. To w sieci Michał prze­czy­tał, z jakiego dzia­ła­nia mogą dostać pomoc na swój pomysł. W inter­ne­cie są też są wzory doku­men­tów i for­mu­la­rze, przy­kłady dobrze napi­sa­nych wnio­sków.

- Myśle­li­śmy, że może pomóc nam pro­fe­sjo­nalna firma — wspo­mi­nają sze­fo­wie MobileMS. — Ale z dru­giej strony, kto lepiej napi­sze wnio­sek o dota­cję na pomysł, który jest w naszych gło­wach?

Mimo spo­tkań z kil­koma pro­fe­sjo­nal­nymi fir­mami dorad­czymi doku­menty przy­go­to­wy­wali więc sami. — Okazało się, że naglą nas ter­miny. Kon­kurs o dota­cję roz­po­czy­nał się za dwa tygo­dnie. A wtedy jesz­cze (dziś na szczę­ście jest ina­czej) liczyła się kolej­ność zgło­szeń — wspo­mina Michał.

Byli zde­ter­mi­no­wani. Dwa tygo­dnie pra­co­wali na zmianę przez całą dobę. — Raz przez 23 godziny nie odcho­dzi­łem od kom­pu­tera — mówi Michał. Wysi­łek został nagro­dzony. Mło­dzi zało­ży­ciele firmy dostali dofi­nan­so­wa­nie, a ich wnio­sek oka­zał się naj­lep­szy w woje­wódz­twie łódzkim.

Pro­blemy, czyli na co uwa­żać?

Wła­śnie zakoń­czyli dwu­letni projekt. — Mieliśmy finalną kon­trolę. Wszystko poszło dobrze — opo­wia­dają.

Fizycz­nie pie­nię­dzy jesz­cze nie dostali, ale mają nadzieję, że wpłyną na ich konto niebawem. — To naj­więk­szy pro­blem unij­nych dota­cji — mówią. — Warto się o nie sta­rać, ale nie można być pew­nym daty, kiedy fun­du­sze wpłyną na konto. Trzeba się liczyć z wie­lo­mie­sięcz­nym finan­so­wa­niem biz­nesu z wła­snej kie­szeni i dopiero potem mieć nadzieję na zwrot kosz­tów.

Oprócz tego mają dla mło­dych przed­się­bior­ców kilka innych rad:

* Pierw­sze trudne zada­nie to koniecz­ność roz­pla­no­wa­nia całego pro­jektu na dwa lata do przodu. Trzeba prze­wi­dzieć zakupy, ich datę i cenę. — To trudne. Dla­tego radzimy tak opi­sać we wnio­sku zakupy, by nie defi­nio­wały jed­no­znacz­nie potrzeb. Gdy potrzebny będzie kom­pu­ter, wpiszmy: „sprzęt kom­pu­te­rowy”. Nie dekla­rujmy, że zaku­pimy kon­kretny model note­bo­oka. Bo potem zmiany są bar­dzo trudne — opo­wia­dają.

* Nie popi­sujmy się! Pod­czas pro­jektu na bie­żąco badane są wskaź­niki, które mówią, jak nasz pro­dukt się sprze­daje, jakim zain­te­re­so­wa­niem cie­szy się nasza usługa, czyli jak udaje nam się reali­zo­wać zało­że­nia. Przy­kład: otwie­ramy por­tal spo­łecz­no­ściowy. Wydaje nam się, że w każ­dym mie­siącu odwie­dzać go będzie dzie­sięć tysięcy osób. — We wnio­sku wpiszmy dwa tysiące — radzi Michał. Bo gdy wpi­szemy wyśru­bo­wane normy, a potem nawet mini­mal­nie ich nie wyko­namy, nie dosta­niemy dota­cji.

* Nie prze­sa­dzajmy z zatrudnieniem! — Musieliśmy prze­wi­dzieć, jaką liczbę osób zatrud­nimy do pracy przy pro­jek­cie — wspo­mi­nają założyciele. — We wnio­sku można uwzględ­nić ich pen­sje i dostać na nie dofi­nan­so­wa­nie. Ale uwaga! Nie ozna­cza to, że opłaca się wpi­sać dużo osób. Pamię­tajmy, że efekty pro­jek­tów unij­nych trzeba utrzy­mać trzy lata po ich zakoń­cze­niu. Ozna­cza to, że nawet gdy dosta­niemy dofi­nan­so­wa­nie do pen­sji pra­cow­ni­ków na dwa lata (objęte pro­jek­tem), to przez kolejne trzy ich zatrud­nie­nie będziemy finan­so­wać sami.

* I najważniejsze: — Podstawowa zasada to dokład­nie prze­czy­tać umowę dota­cyjną — mówią pra­cow­nicy Mobi­leMS. Ich firma wysta­wiła pod­czas dwu­let­niego pro­jektu ponad 180 fak­tur. Do każ­dej trzeba było prze­pro­wa­dzić zapy­ta­nie ofer­towe. Każdy zakup wyma­gał też opisu, jak przy­czy­nił się do roz­woju pro­jektu.

- To nie kło­pot i można się tego nauczyć. Ale ważne jest, by wgryźć się w pro­ce­dury. Gdy nie zrobi się tego od razu, można coś prze­ga­pić i potem nie da się już niczego zro­bić wstecz — opowiadają. — I jest pro­blem.

Będzie lepiej?

Mobi­leMS ma się dobrze. Foto­kody mon­tuje na zabyt­kach w Łodzi, ale pro­wa­dzi też roz­mowy z innymi mia­stami. Wiele miej­sco­wo­ści, np. na Śląsku, jest zain­te­re­so­wa­nych takich opi­sa­niem swo­ich zabytków. — Wiemy już jed­nak, że aby sprze­dać usługę, trzeba się napra­co­wać, a potem być bar­dzo cier­pli­wym — mówią sze­fo­wie MobileMS. — Podejmowanie decy­zji w samo­rzą­dach to długi i zło­żony pro­ces. Jeste­śmy jed­nak opty­mi­stami. I nigdy nie żało­wa­li­śmy decy­zji, że prze­szli­śmy na swoje.

Źródło: Gazeta Wybor­cza Łódź

 

Poznaj łódzkich Pra­co­daw­ców! Zapra­sza POLKOMTEL!

21.05.2012

Chcesz poznać stan­dardy pracy w wio­dą­cej na pol­skim rynku fir­mie tele­ko­mu­ni­ka­cyj­nej? Poznać warunki zatrud­nie­nia oraz moż­li­wo­ści odby­cia prak­tyk? A przy oka­zji wziąć udział w pro­wa­dzo­nych przez pro­fe­sjo­nal­nych tre­ne­rów Warsz­ta­tach Sprze­da­żo­wych? wię­cej »


042 magazine Echo Miasta Eska Gazeta Wyborcza Polska The Times Dziennik Łódzki Radio Łódź Studenckie Radio ŻAK Politechniki Łódzkiej TOYA TVP ŁÓDŹ