Woj­skowy robot z Poli­tech­niki Łódzkiej.12.09.2011

Potrafi samo­dziel­nie poru­szać się po polu walki, nie­mal bez udziału czło­wieka. Ma wykry­wać miny i ładunki wybu­chowe. Kryje w sobie moc obli­cze­niową dzie­się­ciu kom­pu­te­rów. Kosz­to­wał 5,5 miliona zło­tych.

Dotych­czas roboty słu­żące w armii miały jedną wadę — wyma­gały aktyw­no­ści czło­wieka. Potrzebny był ope­ra­tor, który nimi kie­ro­wał, nie­za­leż­nie od tego, czy cho­dziło o samo­lot zwia­dow­czy, czy o roboty saper­skie. Na polu bitwy, gdzie oddział sape­rów musi oczy­ścić obszar, żołnierz nie może zaj­mo­wać się wyłącz­nie obsługą skom­pli­ko­wa­nego sprzętu. Dla­tego powstał pomysł stwo­rze­nia robota, który dzia­łałby w więk­szo­ści auto­ma­tycz­nie. Pro­jek­tem zajęło się kon­sor­cjum naukow­ców z poli­tech­niki i firmy Pre­xer, łódzkiej spółki pro­du­ku­ją­cej sprzęt dla armii i mary­narki wojen­nej.

- Moc obli­cze­niowa, jaką ma to urzą­dze­nie, służy głów­nie do obsługi algo­ryt­mów ana­li­zu­ją­cych obraz. Dzięki nim robot potrafi samo­dziel­nie poru­szać się w tere­nie, omi­jać prze­szkody, dotrzeć do wyzna­czo­nego miej­sca. Umie roz­po­zna­wać ludzką syl­wetkę i podą­żać za wska­za­nym żołnie­rzem — mówi prof. Domi­nik San­kow­ski, kie­row­nik zespołu pra­cu­ją­cego przy pro­jek­cie. Moż­liwe jest też pole­ce­nie robo­towi, by prze­szu­kał wska­zany obszar.

Kiedy miny czy ładunki wybu­chowe zostaną odna­le­zione, urzą­dze­nie prze­syła dane o ich dokład­nej loka­li­za­cji, umiesz­cza­jąc ją na mapie sate­li­tar­nej. Według naukow­ców jeśli wszystko pój­dzie dobrze, sprzęt może tra­fić na pole walki w ciągu dwóch, trzech lat. Zda­niem prof. San­kow­skiego będzie to wyma­gało dużych pie­nię­dzy, sporo ponad 200 milio­nów zło­tych. Ale rezul­taty mogą być ich warte.

- To, co poka­za­li­śmy, to plat­forma pre­zen­tu­jąca nasze moż­li­wo­ści. Sys­tem roz­po­zna­wa­nia obrazu można mon­to­wać na innych urzą­dze­niach, na przy­kład na wozach pan­cer­nych Roso­mak — wyja­śnia prof. San­kow­ski. Roso­maki, oprócz zadań typowo bojo­wych, służą także do ewa­ku­acji z pola walki ran­nych żołnie­rzy. Spe­cjalna wer­sja ma zamon­to­wane z tyłu płyty pan­cerne, które roz­kła­dają się, osła­nia­jąc ran­nego i ekipę medyczną. — Można wyobra­zić sobie zapro­jek­to­wa­nie wozu, który będzie sam prze­mie­rzał pole bitwy, wyszu­ki­wał tych, któ­rzy potrze­bują pomocy, i prze­wo­ził ich do szpi­tala — prze­ko­nuje prof. San­kow­ski.

Na razie dzieło łódzkich naukow­ców zostało poka­zane na mię­dzy­na­ro­do­wych tar­gach obron­no­ści w Kielcach. — Spotkaliśmy się z wiel­kim zain­te­re­so­wa­niem, nie mogę zdra­dzać szcze­gó­łów, ale są plany powo­ła­nia sil­nego finan­sowo wyłącz­nie pol­skiego kon­sor­cjum, które będzie roz­wi­jało tę tech­no­lo­gię — pod­su­mo­wuje prof. San­kow­ski.

Źródło: Gazeta Wybor­cza Łódź

Robot zbu­do­wany na Poli­tech­nice Łódzkiej

Poznaj łódzkich Pra­co­daw­ców! Zapra­sza POLKOMTEL!

21.05.2012

Chcesz poznać stan­dardy pracy w wio­dą­cej na pol­skim rynku fir­mie tele­ko­mu­ni­ka­cyj­nej? Poznać warunki zatrud­nie­nia oraz moż­li­wo­ści odby­cia prak­tyk? A przy oka­zji wziąć udział w pro­wa­dzo­nych przez pro­fe­sjo­nal­nych tre­ne­rów Warsz­ta­tach Sprze­da­żo­wych? wię­cej »


042 magazine Echo Miasta Eska Gazeta Wyborcza Polska The Times Dziennik Łódzki Radio Łódź Studenckie Radio ŻAK Politechniki Łódzkiej TOYA TVP ŁÓDŹ